KTM LC4 Super Moto
poniedziałek, 1 maj 2006 16:40 | wzięte na testaWPATRZONY W NIEBO
(Felieton oparty o artykuł z Magazynu Fast Bikes o powyższym tytule).
Mam przed oczyma majowy numer Fast Bikes z 2004 roku, tak, tak, taką „nowość” Lulej rzucił mi na biurko, obficie rozbryzgując mój poranny kefir na twarzy naszej koleżanki. Zrób coś z tym powiedział i pojechał do Hamburga…
Pomyślałem iż „Książę” pierwszy raz zajarał i zatracił poczucie czasu. Biorąc nie co przytarty i pomięty magazyn do ręki, wertując kartki, nagle poczułem woń koktajlu kobiecych perfum, no może nastoletnich ale na pewno od blond kociaków – wniosek był jeden.
Pierwsze zdjęcia Luleja w Fast Bikes a jego akcje notują 10 punktowy wzrost u najlepszych „blond maklerów”.
Wróćmy jednak do największej miłości Lulejka do KTM’a. Jazda na gumie to dla LC4 Super Moto naturalny odruch, niczym pożarcie cheeseburgera dla zapewnienia optymalnej temperatury żołądka w chłodniejsze dni.
Salonowy egzemplarz został wyposażony w przednią zębatkę o trzy kły mniejszą dla zapewnienia większej dynamiki jazdy na gumie.
Jednostka napędowa o pojemności 625 ccm i mocy 40 KW przy 7000 rpm przyspiesza płynnie od niskich obrotów i do końca swego zakresu ciągnie, ciągnie i ciągnie (tutaj każdy wstawia sobie odpowiednio mocno obrazujące porównanie w zależności od mile zdobytych oralnych doświadczeń).
Motocykl ten bez większych problemów „dziduje” do trzeciego biegu a i przy wbitej czwórce stojąc na tylnych stopkach bądź siedzeniu można zadrzeć nosa wysoko.
Jadąc na gumie, przebijając po kolei biegi 2, 3, 4, 5 można pokonać spory odcinek prostej, zachwycając nie jednego „ulicznego kociaka” czy też bulwersując wszystkie kobiety w charakterystycznych nakryciach resztek swego podsiwiałego owłosienia.
Seryjne zawieszenie ogarnia wszelkie nierówności, nawet przy gwałtownym lądowaniu z gumy, amory nie biją do samego końca. Zbędne wydaje się dłubanie i ustawianie, zakres jest tak elastyczny, że w większości przypadków sprawuje się wzorowo.
Heble jak przystało na KTM’a – wyśmienite, niczym mocno wysmażony stek podany przez roznegliżowaną kelnereczkę, eksponującą swe dwa okrąglutkie wdzięki.
Jedynym „strzałem w pysk” są wibrrrrrrrracje pochodzące od dużego jak dziecięcy nocnik tłoka.
Lulejko twierdzi, iż wibracje są na tyle duże, że bez problemów dochodzi…
Ewentualny szlif, czy nawet dzwon w przypadku tej maszyny nie musi kosztować mega bułę. Wymianie podlega zazwyczaj tylko kierownia, jedna z klamek jakiś kierunek i może stopka, czyli sześć stów nie nasze, sześć setek a nie trzy tysiące jak to bywa w przypadku „szlifierek”.
„Lulejko ma pięć narzeczonych, ale żadnej nie kocha tak jak swojego KTM’a” cytatem Prezesa z Fast Bikes kończę felieton zwany dalej „testem KTM’a” w przekonaniu, iż wielu z was doceni i tak samo pokocha austriackiego rumaka LC4 Super Moto.












lipiec 18th, 2007 o 18:09
LC4 są zarąbiste ale KTM 525 supermoto to dopiero zapierrrrrrrrrrrrrrrrra i idzie na gumę nie wspominając o winklach. No ale jak by wziąć pod uwagę żywotnosć silnika to LC4 nie ma sobie równych
pozdro
lipiec 19th, 2007 o 12:05
no wiadomo KTM 525 to wyczynówka i musi częściej na serwis wpadać to normalne i chyba wszyscy o tym wiedzą?